Niedawno stocznia Lürssena cięciem blach zainaugurowała budowę korwety Köln dla Deutsche Marine. To prototyp drugiej serii pięciu okrętów typu K130 (Braunschweig), często u nas porównywanych do niedoszłego Gawrona – dziś Ślązaka. Czy słusznie?

Asumpt do twierdzeń, że niemieckie korwety są odpowiednikami naszego jedynaka – lub odwrotnie – daje fakt wykorzystania w obu konstrukcjach bazy projektowej, jaką jest model jednostki modułowej MEKO A100, j opracowany przez hamburską stocznię Blohm & Voss, a obecnie, po przekształceniach własnościowych, należącej do holdingu thyssenkrupp Marine Systems. W istocie sprawa jest bardziej złożona, a porównywanie obu konstrukcji można sprowadzić w głównej mierze do ich podobieństw zewnętrznych.

Aby wyjaśnić kwestię podobieństw i różnic, trzeba sięgnąć do wymagań taktyczno-technicznych postawionych obu okrętom przed ich budową przez przyszłych użytkowników – omówimy je w uogólnionej formie, rzecz jasna.

Chronologicznie pierwszym była korweta wielozadaniowa projektu 621 Gawron. Umowę na budowę prototypu pomiędzy Stocznią Marynarki Wojennej a Dowództwem Marynarki Wojennej zawarto 27 listopada 2001 roku, zaś nazajutrz uroczyście położono stępkę korwety. Po jej zbudowaniu i przetestowaniu powstać miał drugi okręt, a potem seria kończąca się na siódmej jednostce. Dla MW RP okręty te miały być „wszystkim”. Było wówczas jasne, że na fregaty nie będzie pieniędzy, więc korweta wielozadaniowa miała się stać kompromisem między zdolnością bojową a ceną jednostkową. W wyniku tego na 95-metrowym okręcie o wyporności pełnej około 2 100 ton zamierzano „upchnąć” w zasadzie wszelkie systemy uzbrojenia i obserwacji technicznej, typowe dla większych jednostek. Tak więc Gawron – jako namiastka fregaty – miał otrzymać armatę średniego kalibru (76 mm Oto Melara Super Rapido), dwa rakietowe systemy przeciwlotnicze (RIM-116 RAM i drugi z ośmiokomorową wyrzutnią pionową Mica), pociski przeciwokrętowe Saab RBS-15 Mk 3, wyrzutnie lekkich torped zwalczania okrętów podwodnych (EuroTorp MU90 Impact), lądowisko dla śmigłowca średniego z wyposażeniem do serwisowania i tankowania wiropłata, a wraz z nimi radar trójwpółrzędny, radiolokacyjno-optoelektroniczny system kierowania ogniem, optoelektroniczną głowicę obserwacyjną, system walki elektronicznej i wyrzutnie celów pozornych, sonar podkilowy, dwa radary nawigacyjne i urządzenia łączności. Skład tego „życzeniowego” systemu walki zmieniał się i uściślano, o jakie konkretnie uzbrojenie i wyposażenie chodzi.

Patrolowiec Ślązak wychodzi na próby. Fot. Łukasz Pacholski.

Jednocześnie gestor zażądał uzyskiwania wysokiej prędkości – ponad 30 węzłów. Ten wymóg spowodował zastosowanie bardzo rozbudowanej siłowni. Tworzy ją turbina gazowa Avio General Electric LM2500+ o mocy 25 000 kW, dwa silniki wysokoprężne MTU 12V595 TE90 o mocy 3240 kW i łącząca je, zautomatyzowana przekładnia redukcyjna firmy MAAG Gear. Napęd ten zajmuje dużo miejsca w kadłubie, ma wysoką masę, zaś przekładnia to skomplikowane urządzenie, sterowane przez systemy automatyczne i dzięki zdalnej obsłudze realizujące kilkanaście trybów pracy. W jego skład wchodzą w zasadzie trzy reduktory – po jednym dla diesli oraz zbiorczy, odbierający moc od turbiny i spinający oba diesle, połączone ze sobą. Z perspektywy czasu można uznać wymóg uzyskiwania 30 węzłów przez okręt tej wielkości i o tym przeznaczeniu za anachronizm. Służące dziś we flotach świata fregaty nieczęsto mają taką zdolność, która dawniej mogła mieć znaczenie przy manewrach unikowych przed atakującymi torpedami czy rakietami. Ale w dobie systemów walki elektronicznej i przeciwdziałania te kilka węzłów nie czyni różnicy, zaś koszt – dosłowny i w przenośni – siłowni je zapewniającej, jak na Gawronie, już tak.

Tak uzbrojone i wyposażone korwety miały stać się jednostkami pierwszoliniowymi MW RP, ale nad Gawrona nadciągnęły czarne chmury i nic z tych planów nie wyszło. Nie jest naszym celem wyjaśnianie przyczyn klęski programu, wystarczy że przypomnimy, iż w 2013 roku rząd RP zdecydował dokończyć budowany od 12 lat okręt w okrojonym wariancie. Wówczas o okręcie powiedziano „patrolowiec w wersji podstawowej typu Ślązak”. Mimo ślimaczącej się budowy, jednostka była wówczas – z punktu widzenia konstrukcji platformy – niemal  gotowa. W ten sposób „podstawowy patrolowiec” odziedziczył rozbudowany napęd, bojowe centrum informacyjne z systemem walki Thales TACTICOS obsługiwanym poprzez liczbę konsol przygotowaną dla pełnej wersji korwety, okablowania, wzmocnienia pokładu pod montaż wyrzutni rakiet, torped, czy koferdamy (np. miejsce do montażu anteny sonaru) oraz pomieszczenia (np. do instalacji wyrzutni pionowej rakiet przeciwlotniczych). Jednocześnie jego uzbrojenie zredukowano do 76 mm armaty Super Rapido i dwóch 30 mm MARLIN-WS oraz czterech karabinów WKM-Bm z ZM Tarnów. Pomijając brak planowanego uzbrojenia rakietowego i torpedowego, jeszcze bardziej szkodliwe jest pominięcie systemu walki elektronicznej i wyrzutni środków zakłócających, co wystawia okręt na ataki z powietrza. W ten sposób powstała niezwykła w skali światowej hybryda platformy, czyli kadłuba z napędem i podstawowymi systemami okrętowymi korwety wielozadaniowej oraz systemu walki typowego dla taniego patrolowca bazującego na rozwiązaniach cywilnych. Jednocześnie Ślązak nie jest tani, ale tego tematu też nie będziemy rozwijać.

Niemiecki bliźniak Gawrona? Raczej nie. Fot. Deutsche Marine.

A jak do sprawy korwet podeszli Niemcy? Decyzję o pozyskaniu serii pięciu okrętów podjęli mniej więcej w tym samym czasie co my. Kontrakt na ich projekt i budowę z konsorcjum ARGE K130, Biuro Rozwoju Uzbrojenia (Bundesamt für Wehrtechnik und Beschaffung) zawarło 13 grudnia 2001 roku. I w tym przypadku wykorzystano jako bazę modułowe konstrukcje MEKO A100 i A200. Jednak oczekiwania Deutsche Marine były inne niż naszych marynarzy. Nasi sąsiedzi planowali zastąpić pamiętające zimną wojnę Schnellbooty, czyli ścigacze rakietowe typów 148 Tiger i 143 Albatros, a następnie także 143A Gepard. Były to typowe, małe jednostki uderzeniowe (FAC – fast attack crafts), które zaprojektowano do szybkich wypadów i nie nadawały się do patrolowania, eskortowania statków, zwalczania piractwa czy innych zadań stawianych współcześnie korwetom. Co więcej, ponieważ niemiecka flota dysponowała licznymi fregatami (wówczas 12 jednostek dwóch typów i trzy kolejne następnego tuż przed wejściem do służby), korwety nie musiały dysponować rozbudowanym uzbrojeniem czy wyśrubowanymi osiągami. Z założenia miały stanowić „backup” dla większych sióstr.

Tak więc pierwsza piątka korwet typu Braunschweig została uzbrojona w 76 mm armatę Oto Melara Compact (stare, zdjęte ze Schnellbootów), dwie 27 mm armaty Rheinmetall MLG 27, system przeciwlotniczy RIM-116 RAM (dwie wyrzutnie), pociski przeciwokrętowe RBS-15 Mk 3 i lądowisko dla śmigłowca. Podobnie jak na Ślązaku, i tu brakuje pełnowymiarowego hangaru. Natomiast na lądowisku można montować tory minowe i dzięki temu stawiać zagrody minowe, co Niemcy ćwiczyli nawet w ostatnich tygodniach. Wyposażenie elektroniczne obejmuje radar trójwpółrzędny EADS TRS-3D/16, dwie optoelektroniczne głowice obserwacyjne Thales Mirador, dwa radary nawigacyjne, system walki elektronicznej UL 5000K, system ostrzegawczy o omiataniu wiązką lasera COLDS i wyrzutnie celów pozornych Rheinmetall MASS oraz urządzenia łączności. Systemy te trafiły na platformę o podobnej wielkości – 89 metrów długości, ale wyporności o prawie 200 ton mniejszej (1 840 ton, pełna), napędzanej prostą siłownią, złożoną z dwóch diesli. Są to silniki MTU 12V1163 TB93 rozwijające moc 7400 kW każdy, czyli znacznie większe niż na Ślązaku, połączone przekładnią redukcyjną o konstrukcji nieporównywalnie mniej skomplikowanej niż na polskim patrolowcu. Niemcy nie „bawili się” też w inne drogie rozwiązania, które uznali za zbędne w swoich „drugoplanowych” korwetach – np. aktywne stabilizatory przechyłów, czy wysuwany z kadłuba pędnik azymutalny, które ma Ślązak (na „brunszwikach” jest tylko zwykły ster strumieniowy).

Sylwetka Braunschweiga jest podobna do Gawrona. Fot. Deutsche Marine.

Jak z tego widać, okręty niemieckie trudno nazwać „odpowiednikami” Ślązaka. Są z założenia prostsze, zapewne także w sensie konstrukcyjnym, nie miały udawać mini-fregat. Ich podobieństwo jest raczej wizualne, a wynika z wykorzystania cech projektu MEKO A100, w tym przekroju poprzecznego X, ograniczającego powierzchnię skuteczną rozproszenia radiolokacyjnego, czy układ nadbudówek. Druga seria „brunszwików” nie będzie istotnie różniła się od poprzedników. Nowe będą tylko armaty – zakupiono Leonardo Super Rapido (identyczne jak na Ślązaku), radary trójwspółrzędne – Hensoldt TRS-4D Rotator, a na lądowiskach pojawią się bezzałogowe śmigłowce UMS Skeldad V-200B.

Mimo to jak na ironię „budżetowe” korwety Deutsche Marine są dziś lepiej wyposażone i uzbrojone niż nasz niedoszły flagowiec. Na razie nie wiadomo, jak potoczą się losy samotnego Ślązaka, który przechodzi obecnie próby, o iście wysokiej intensywności. Jak wspomnieliśmy, okręt jest w sensie technicznym gotowy do przyjęcia dodatkowego uzbrojenia i wyposażenia elektronicznego. Problem w tym, że zakup pojedynczych jego egzemplarzy będzie kosztowny i choćby z tego powodu warto by połączyć go z programem pozyskania systemów walki do Mieczników, o ile te okręty rzeczywiście zostaną zakontraktowane. Oprócz oszczędności, prowadziłoby to do standaryzacji uzbrojenia i jego logistyki. Teoretyzując dalej, można też przyjąć, że liczby pocisków przeciwokrętowych typów Saab RBS-15 Mk 3 i Kongsberg NSM, którymi dysponuje MW RP, jest na tyle duża, że wydzielona z nich jednostka ognia do Ślązaka nie powinna utrudnić działania ich obecnym nosicielom (czyli trzem okrętom typu Orkan i Morskiej Jednostce Rakietowej). Gorzej z torpedami, bo choć około 2025 roku nasze fregaty – główne ich nosicielki – powinny odejść do lamusa, to zapas MU90 jest mały i musi wystarczyć też śmigłowcom ZOP. Poza tym konieczna byłaby instalacja sonaru, aby patrolowiec, a właściwie już wtedy korweta, mogła samodzielnie poszukiwać zanurzonego wroga. Jednak największym problem pozostaje obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa. Obecnie okręt jest w zasadzie bezbronny. Nie ma odpowiednich efektorów, nie ma też systemu walki elektronicznej i współpracujących z nim wyrzutni pasywnych środków zakłócających pracę głowic naprowadzania zbliżających się rakiet. To niepokojąca sytuacja, szczególnie, że Ślązak, nawet jako patrolowiec, będzie działał na akwenie zdominowanym przez lotnictwo bazowania lądowego potencjalnego adwersarza.

Budowa Ślązaka to temat na książkę, ale na szczęście chyba już „bliżej niż dalej”. Fot. Tomasz Grotnik.

Bądźmy jednak optymistami i miejmy nadzieję, że MON dostrzeże potencjał tkwiący w Gawronie vel Ślązaku i wysupła jeszcze „parę groszy” na dozbrojenie jednostki, aby ten okręt nie podzielił losu innego „słynnego” jedynaka MW RP – Kaszuba.

Źródło: Info Naval / ©℗ Wszystkie prawa zastrzeżone